Kobiety internowane - Gołdap 1982

„Kobiety internowane. Gołdap 1982” to monograficzna wystawa przygotowana przez białostocki oddział IPN w 2008 roku w ramach ogólnopolskich obchodów rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Wystawa jest poświęconą około 400 kobietom internowanym w Ośrodku Odosobnienia w Gołdapi podczas stanu wojennego. Wystawa prezentowana będzie w siedzibie GIH od 3 marca 2010 r., a w jej uroczystym otwarciu wezmą m.in. udział przedstawiciele białostockiego oddziału IPN – dr A.Muczyński i dr K.Sychowicz.

   Ośrodek Odosobnienia dla kobiet w Gołdapi, w dawnym województwie suwalskim, umieszczono w ośrodku wypoczynkowym Komitetu ds. Radia i Telewizji, o standardzie wyższym od przeciętnego dla takich instytucji. Jednak dom stał w lesie, nie ogrodzony, wobec czego internowane przez blisko pół roku osoby pozbawione były możliwości wyjścia na dwór, spaceru, zajęć sportowych. Jedyną formą rekreacji było siedzenie na balkonie albo spacer po dużym tarasie umieszczonym na wysokości pierwszego piętra. Pierwszy transport przybył do Gołdapi 6 stycznia 1982 r. Przez obóz przeszło 397 (lub według innych rachunków 394) kobiet, reprezentujących 33 regiony "S", najwięcej - 116 - z Dolnego Śląska, 67 z Mazowsza, 25 z Gdańska, itd. Przywieziono je z 83 miast i 6 wsi; było wśród nich 51 przedstawicielek zawodów inżynieryjno-technicznych, 46 nauczycielek, 38 studentek, 33 etatowe działaczki "S", 23 robotnice, 16 dziennikarek, itd. Najstarsza liczyła 63 lata, najmłodsza 19, najwięcej internowanych mieściło się w przedziale wieku 25-40 lat. W Gołdapi swoje przedstawicielstwa miało - poza "S" - wiele innych ugrupowań i kierunków politycznych: KOR, KPN, WZZ, itd. "Opiekę" nad obozem sprawowała Służba Bezpieczeństwa - 8 stałych rezydentów, Komenda Wojewódzka MO z Suwałk, służba więzienna - około 12 funkcjonariuszy, jednostka wojskowa WOP z Białegostoku - 60 żołnierzy. Mimo pozorów "wczasowego" charakteru obozu, repertuar szykan, represji, prób łamania charakterów był taki sam jak we wszystkich obozach w Polsce. W obozie w Gołdapi nie było przemocy fizycznej, tej poddano wiele kobiet tuż po zatrzymaniu i w czasie oczekiwania w "dołkach" milicyjnych. W zamian za nią stosowano stare, wypróbowane metody policyjne: nękanie przesłuchaniami, częste rewizje, ograniczenia kontaktów z rodziną, a przede wszystkim rozmowy mające na celu skłonienie internowanych do podpisania deklaracji lojalności, tzw. lojalek. Metodą walki z nimi było przede wszystkim budowanie ścisłej wspólnoty uwięzionych przez liczne wspólne akcje uprzykrzające życie obsłudze obozu, przez prowadzenie działań oświatowych, kulturalnych, artystycznych. Były to działania zakazane, traktowane jako "nielegalne zgromadzenia". Narażając się na burzliwe protesty. W Gołdapi - miejscu pobytu 16 dziennikarek - ukazywało się regularnie kilka pism, pisanych ręcznie drukowanymi literami przez kalkę i puszczanych w obieg po pokojach: codzienny "Informator" z nasłuchu nielegalnie posiadanych odbiorników radiowych, tygodniki kulturalno-społeczne - "Refleksje" i "W drogę", "wydawany" co trzy dni przed Wielkanocą "Wielki Post".
   Warto wspomnieć, że w momencie wypuszczania internowanych z obozu władze ze szczególną zajadłością polowały na te właśnie dowody życia intelektualnego i artystycznego uwięzionych, podobnie jak na ich dzienniki, pamiętniki, zapiski, itp. Ostatnia grupa 26 kobiet opuściła obóz 24 lipca 1982 r. Ówczesny rzecznik rządu - Jerzy Urban - wyeksponował zwolnienie kobiet jako akt humanitaryzmu ze strony WRON. Natomiast przemilczał fakt ponownego internowania kobiet od połowy sierpnia 1982 r. w obozie Darłówko. Część kobiet więziona była tam do połowy grudnia 1982 r.

   "Historia ośrodka internowania w Gołdapi rozpoczęła się w pierwszych dniach stycznia 1982 roku. W ciągu kilku miesięcy pomieszczenia Ośrodka Wczasowego Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Prasy, Książki, Radia i Telewizji stały się miejscem odosobnienia dla blisko czterystu kobiet z terenu całej Polski.
   Robotnice, gospodynie domowe pracujące we własnych gospodarstwach, studentki, nauczycielki, dziennikarki, inżynierowie i technicy, pracownice administracji, przedstawicielki wolnych zawodów – uwierzyły, że można żyć i pracować godnie, żyć w suwerennym kraju, według zasad aprobowanych przez miliony Polaków. Uwierzyły, że można przezwyciężyć wszechogarniającą biedę, szarość i beznadzieję socjalistycznej rzeczywistości. Zaangażowały się w działania wielomilionowego ruchu społecznego z nadzieją na zmiany, z wiarą, że wspólnym wysiłkiem można zmienić Polskę. Chciały wziąć swój los, los swoich najbliższych, we własne ręce. Jak ogromna większość Polaków, swoje nadzieje związały z „Solidarnością”. W potężnym ruchu widziały siłę, która po latach komunistycznego zniewolenia, przywraca godność zwykłym ludziom, odbudowuje więzi społeczne, upomina się o prawa najsłabszych. Wierzyły – wtedy może jeszcze nieliczne – że uda się odzyskać suwerenne państwo. 
   Postąpiły jak pokolenia Polek przed nimi. Wiedzione tradycją lub w spontanicznym odruchu, wszystkie z potrzeby serca, zaangażowały się w solidarną walkę ze zniewalającym systemem. Wstąpiły na drogę powstańczych emisariuszek i łączniczek partyzanckich oddziałów. Czerń stroju i patriotyczną biżuterię zastąpiły związkowym znaczkiem i wpiętym w bluzkę „opornikiem”.
   Tym razem – w dniach stanu wojennego – system komunistycznego bezprawia nie skazał ich na syberyjską zsyłkę, nie wyprawił ich w drogę ostatnio przebytą przez żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego. Transporty zatrzymywały się w Gołdapi, kilkaset metrów od granicy państwa. Poddane presji psychicznej, oderwane od rodzin, dezinformowane i pozbawione wieści od najbliższych oraz wiadomości o sytuacji w kraju, miały wyrzec się ideałów, skończyć z dotychczasową działalnością społeczną, miały zapomnieć o marzeniach. Wyemigrować lub karnie stanąć w szeregu.
   Po latach, w niepodległej Rzeczpospolitej, także dzięki zaangażowaniu Instytutu Pamięci Narodowej, możemy poznawać dzieje ludzi solidarnie walczących o swoje prawa, możemy przyjrzeć się osobom, które w latach osiemdziesiątych uwierzyły, że otaczającą rzeczywistość można zmienić i – obecnie wiemy to z całą pewnością – otworzyły drogę do suwerenności. Wśród nich są także kobiety przed ponad ćwierćwieczem internowane w Gołdapi. Ich losy dziś przypominamy."

dr hab. Janusz Kurtyka
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej



Galeria zdjęć